Szukaj w Wirtualnej Pile

     

.:: menu ::.

wirtualna piła

urząd miasta

informator miejski

historia miasta

  położenie geograficzne
  początki osady
  do najazdu szwedzkiego
  do pierwszego rozbioru
  pod pruskim zaborem
  od 1815 do 1918
  lata międzywojenne
  II wojna światowa

zabytki

muzea

turystyka

media

sport

komunikacja miejska

PKP

PKS

ogłoszenia

forum dyskusyjne

Piła w obiektywie
wycieczka po Pile
 

Historię miasta przedstawiono na podstawie książki: "Piła Zarys Dziejów" Z. Boras Z. Dworecki

 

.:: historia miasta ::.

:: pod pruskim zaborem ::

Jak już wspomniano, jeszcze na długo przed wcieleniem Piły do Prus przez Fryderyka II całe terytorium nadnoteckie było obszarem dokładnej penetracji gospodarczej i handlowej Prusaków. Przybywali tu także różni emisariusze i agenci, którzy starali się wytwarzać wśród polskiego mieszczaństwa i polskiej szlachty pozytywny stosunek do władz pruskich. Nie szczędzili przy tym obietnic, a tam, gdzie trzeba było, nie skąpili też i pieniędzy.
Urzędnicy pruscy niekiedy gościli na dworze Sapiehy w Wieleniu, a często też zaglądali do Wałcza i Piły, gdzie znajdowali łaskawe przyjęcie u mieszczan pochodzenia niemieckiego i luteran.
Głównym pełnomocnikiem Fryderyka n na tym terytorium był tajny radca Franciszek Baltazar Schönberg von Brenkenhoff. Obrał on sobie za siedzibę pobliskie Drezdenko, stąd odbywał częste podróże pod różnymi pozorami, których głównym celem było dokładne rozpoznanie terenu i nastrojów politycznych wśród polskiej szlachty osiadłej na tych terenach. Zastępcą Branckenhoffa był radca od domen królewskich niejaki Spalding a najbliższymi współpracownikami — ZUlmer i Schönborn.
Okręg nadnotecki, który przypadł Prusom w ramach I rozbioru Polski, obejmował następujące powiaty: wałecki, kamieńsko-złotowski, bydgoski i inowrocławski. Na jego obszarze znajdowało się 27 miast. W części zachodniej największym z nich był Zlotów, liczący 1982 mieszkańców, a kolejne miejsca zajmowały: Trzcianka (1919 mieszkańców), Chodzież (1730), Jastrowie (1722), Mirosławiec (1715), Czarnków (1400), Piła (1392) oraz będący siedzibą powiatu Wałcz (1384).
Z chwilą przejęcia Piły przez pruską administrację urzędnicy pruscy zaczęli wszystko szczegółowo spisywać, aby król Fryderyk II miał dokładny obraz kraju, który zagarnął. Już z dnia 20 września 1772 roku — a zatem z dnia, w którym przybito orły pruskie nad wejściem do ratusza i przy wjeździe do miasta — pochodzi dość dokładny opis Piły w sprawozdaniu radcy Spaldinga. Otóż wynika z niego, że miasteczko było dotychczas królewskie, a jego ustrój sądowy podobny był do wałeckiego. Urzędnicy nie otrzymywali stałych pensji, lecz dzielono równo między nich dochód z kar sądowych. Jedynie pisarz miejski był nieco lepiej opłacany. Burmistrz, którym był w tym czasie Wawrzyniec Staszic — ojciec Stanisława — miał także dochody z mostowego i opłat targowych; z tego też funduszu opłacano kantora i nauczyciela w miejscowej szkole (kantor otrzymywał 75 złp, a nauczyciel 100 złp rocznie). Pewne zmiany w tym zakresie wprowadził na rok przed rozbiorem sekretarz starościński Kłossowicz, przekazując pewne opłaty do kasy miejskiej.
Władze miasta Piły stanowili w tym czasie: zarządzający miastem Franciszek Pieper — z zawodu piwowar i częściowo rolnik; assesorzy Wawrzyniec Staszic — były burmistrz, również z zawodu piwowar i rolnik; Michał Gołacki — sukiennik; Michał Rosentreter — pruski poborca ceł oraz członkowie Rady Miejskiej Paweł Dalski i Karol Pieper. Sędzią był Mikołaj Priba, a ławnikami w sądzie: Andrzej Barnik — sukiennik, Franciszek Dalski — piwowar, Krzysztof Zuhlsdorf — piekarz, Jerzy Paradowski — szewc i Maciej Szönfelt — piwowar. Funkcję sekretarza sądowego pełnił Antoni Staszic.
Ratusz znajdował się w stanie ruiny, tak że nawet posiedzenia Rady musiały odbywać się gdzie indziej. Wśród mieszkańców zdecydowanie przeważali Polacy. Żydowskich domów było w tym czasie 43, na ogólną liczbę 236.
W mieście utrzymywała się nadwyżka mężczyzn nad kobietami — 287 wobec 239. Dzieci i młodzieży męskiej było 208, a żeńskiej — 184. Pod względem społecznym nie zaznaczało się zbyt wielkie zróżnicowanie, o czym świadczyła niewielka liczba służby (64 parobków i 61 służących). W mieście przeważała zdecydowanie ludność katolicka. Żydów było 318; zamieszkiwali oni 43 domy. Rodzin żydowskich było 80, co daje wskaźnik 3,7 osoby na rodzinę. Pod względem zawodowym najwięcej było sukienników i szewców. Ich nadmiar spowodował, że ok. 20 fachowców tych branż wyemigrowało w ostatnich latach z miasta.
Pod władzą pruską stosunki te zaczęły szybko się zmieniać. Przede wszystkim nałożono na mieszczan nowe podatki i ustanowiono monopol na sprzedaż soli w państwowej faktorii. Wszyscy urzędnicy Magistratu musieli podpisać uroczyste przyrzeczenie, że będą sumiennie wykonywać urzędowe polecenia. Ustanowiono królewską komorę celną.
Wszędzie też przemalowano polskie białe orły na czarne, a proboszcz polski w Pile Stanisław Walter musiał podpisać dokument lojalności wobec władz pruskich.
W kilka tygodni później spisana została druga relacja z Piły. Jej autorem był radca Ludwig, który przebywał w tym mieście od 2 do 6 listopada 1772 roku. Nie wyniósł on ze swej wizyty najlepszego wrażenia. Miasto było zadłużone na sumę 600 talarów; kwotę tę wydano na reperację mostu na Gwdzie. Ponadto w czasie jego pobytu w mieście wybuchł pożar i okazało się, że nie przygotowano żadnego niemal sprzętu do gaszenia ognia. W efekcie, mimo że nie było wiatru, spłonęło 6 zabudowań.
Bardziej obszerna relacja z Piły pochodzi z dnia 7 kwietnia 1773 roku. Składa się ona z odpowiedzi na 28 pytań, analogicznych do tych, które władze pruskie stawiały potem — w roku 1793, po II rozbiorze Polski — we wszystkich miastach na terenie zagarniętych ziem.
Pierwsze pytanie tej ankiety dotyczyło nazwy, a drugie właściciela. Odpowiadający w imieniu władz Piły członek sądu ziemskiego stwierdził przy drugim pytaniu, że Piła należała do starosty w Ujściu, ale obecnie pod władzą pruską zależności tej już nie ma. Co do pochodzenia władzy w mieście, radca pruski napisał, że wyłania się ją poprzez wybór spośród zaproponowanych przez mieszczan 4 kandydatur na burmistrza i sędziego; pozostałe funkcje obsadza już sam Magistrat. Liczba tych funkcji była stała i nie przekraczała 8 osób (wybrany burmistrz, sędzia, pisarz miejski i 5 ławników). Ich urzędowanie trwało rok, a uposażenie nie było wielkie, gdyż i miasto nie było bogate. Zatem słudzy miejscy otrzymywali po 24 talary na rok, odzież i bezpłatne mieszkanie oraz byli wolni od wszelkich podatków. Dochody burmistrza w stosunku do innych były znaczne, ponieważ otrzymywał on dwie trzecie łokciowego, a pisarz miejski tylko jedną trzecią. Pozostałe dochody z targów i jarmarków przypadały także burmistrzowi, ale dzielił się nimi z organistą, któremu dawał 16 talarów i 16 groszy. Miejscem obrad rajców były prywatne mieszkania burmistrza lub sędziego, gdyż ratusz znajdował się w stanie ruiny. Na posiedzeniach językiem urzędowym był język polski, a w wyrokach sądowych kierowano się głównie przepisami prawa magdeburskiego.
Do kompetencji Magistratu należały przede wszystkim sprawy policyjne, opiekuńcze, majątkowe i testamentarne. Przed sądem zaś rozpatrywano sprawy karne i różne oskarżenia. Apelacje od wyroków kierować można było do starosty, albo do sądu assesorskiego. W tym czasie miasto, toczyło dwa długie procesy — ze starostą o grunta i z Zelegniewem (Selgenau).
Sądy miejskie mogły wydawać nawet wyroki śmierci, i to nie wymagające potwierdzenia oraz bez prawa do odwołania. Nie było jednak w Pile więzienia. Przestępczość była tu łatwo wykrywalna, gdyż denuncjant otrzymywał jedną trzecią skonfiskowanych dóbr, lub towarów przestępcy, a jedna trzecia przypadała burmistrzowi. Ksiąg hipotecznych w mieście nie znano, gdyż ich funkcję spełniały księgi grodzkie w Wałczu, w których rejestrowano wszelkiego rodzaju transakcje nieruchomościami.
W miesiąc później złożył władzom swój raport pruski burmistrz Piły Rosener. Jego opis również został ujęty w formie ankiety i suma odpowiedzi daje dokładną charakterystykę miasta w roku 1773 oraz w latach wcześniejszych, ponieważ autor często nawiązywał do sytuacji z lat ubiegłych.
Według charakterystyki Rosenera z roku 1773 Piła liczyła 122 domy mieszczańskie i 37 domów żydowskich, poza tym na przedmieściach znajdowało się ok. 70 domów — co w sumie daje liczbę 209 domów. Z publicznych budowli autor wymienił tylko ratusz, kościół katolicki i synagogę oraz mały szpital, przytułek dla biednych i chorych, który znajdował się jeszcze w stanie budowy. Uposażenie miasta stanowiło 7 łanów ziemi i 916 mórg pastwisk (zresztą czy tak dokładnie było — nie wiedziano, gdyż pola owe nie były od dawna mierzone).
W Pile mieszkało wówczas aż 26 sukienników. Istniała tu także farbiarnia. Sukno zbywano na miejscu przeważnie kupcom żydowskim, za pieniądze bądź też — wymieniano na wełnę. Duża była też liczba piwowarów — aż 21. Ponadto 43 mieszczan posiadało małe kociołki do produkcji wódki. Miasto nadal dysponowało młynami: 3 zbożowymi i foluszem do sukna, a także folwarkiem we wsi Płotki. Na gruncie miejskim starosta Naramowski bezprawnie zbudował karczmę, która od lat 40 szkodziła interesom miejskim. Żydzi mogli szynkować tylko piwo i miody.
Pożar z ubiegłego roku przykro doświadczył mieszczan, toteż w maju 1773 roku sprzęt przeciwpożarowy znajdował się w lepszym stanie. Miasto posiadało 100 wiader skórzanych, 100 ręcznych sikawek, 4 skrzynie do wody na płozach i 6 haków (bosaków).
Miary i wagi w Pile były różne, różnie też je stosowano. Zboża na sprzedaż nie było wiele, gdyż plony zbierano marne, a sami pilanie utrzymywali ok. 80 koni, 33 woły, 237 sztuk bydła rogatego, 506 owiec i 314 świń. Wszelkie nadwyżki zbożowe i siano spasano bydłem.
W tym czasie zmalała znacznie liczba ludności — aż o ok. 200 osób. Spadek ten spowodowała głównie emigracja Polaków, którzy nie mogli się pogodzić z obcym panowaniem i woleli utracić mienie oraz dobytek, niż poddać się pod jarzmo pruskich rządów. Wypędzały ich z Piły także wysokie podatki i inne opłaty, jakie władze nakładały na kupców oraz na rzemieślników. Nie było żadnej dziedziny życia, z której urzędnicy skąpego Fryderyka II nie chcieliby ciągnąć zysków. Brankendorff np. ustalił, że za każdą beczkę piwa musiano płacić 3 grosze i 2 fenigi, za kwartę wyprodukowanej wódki — l feniga, a za napoje importowane taksy były podwójne. Nic zatem dziwnego, że mieszkańcy pochodzenia niemieckiego także wzdychali do dawnych rządów, kiedy to mieli daleko posuniętą swobodę życia obywatelskiego i nie tak nękający ucisk finansowy. W swych podaniach do władz wyższych w Bydgoszczy powoływali się często na dawne prawa polskie.
Mimo starań władz pruskich i ściągania różnych osadników niemieckich, liczba ludności miasta pod pruskim zaborem ustawicznie malała. Kurczyła się zabudowa, bowiem zniszczonych domów nikt nie odbudowywał. Już w 5 lat po I rozbiorze w Pile rzucało się w oczy aż 81 pustych placów. Część z nich powstała w wyniku pożarów, ale większość to efekt opuszczania miasta przez bardziej patriotyczną ludność polską. Spadała także liczba kupców i rzemieślników. Pustoszały role mieszczan. Pewną część gruntu trzeba było nawet zalesić, gdyż nie miał jej kto uprawiać.
Aby zaradzić tak poważnemu upadkowi miasteczka, władze pruskie postanowiły osadzić w Pile szwadron żołnierzy, co trochę ożywiło życie miejskie i dało możność zarobku rzemieślnikom oraz kupcom, a zwłaszcza szynkarzom.
Kolejny, pięć lat późniejszy raport jeszcze bardziej obnażał ubóstwo Piły i stwierdzał brak perspektyw na poprawę sytuacji. Autor tego opisu — radca podatkowy Schröter — zauważył wprost, że handel znalazł się w stanie całkowitego zastoju i pozostaje prawie wyłącznie w rękach żydowskich. Brakuje w mieście kupców zagranicznych, a także dobrych fachowców, z wyjątkiem szewców i piekarzy. Nie ma ani jednego lekarza, a osobom nie posiadającym odpowiednich uprawnień nie wolno leczyć. Ceny zboża są umiarkowane, ale brakuje funduszy na budowę magazynu zbożowego i zakup zboża. Brakuje też zajazdów i karczem.
Opieka nad biedotą była także — zdaniem autora raportu — sprawą przykrą, gdyż mieszczanie nie poczuwali się do obowiązku świadczenia na rzecz ludzi nieszczęśliwych. W Pile zabroniono przebywania zamiejscowym żebrakom. Ostro występowano także przeciw wszelkim włóczęgom. Brakowało tu domu pracy dla ludzi parających się żebraniem.
Z raportu wynika natomiast, że drogi w pobliżu miasta były zadbane i wszelkie zimowe ich uszkodzenia na wiosnę reperowano głównie przez wykładanie drewnianymi belkami. Już wówczas starano się wprowadzić w Pile uprawę jedwabników i dlatego sadzono krzewy morwowe. Propagowano także uprawę ziemniaków i konopi. Jarmarki były tu nie najgorsze, ale transakcje utrudniał zalew fałszywych pieniędzy, będących —jak wiemy — wytworem władz pruskich.
Mimo opisanej sytuacji, Piła była wraz z Wałczem i Jastrowiem zaliczana do miast II klasy. Natomiast pod względem społecznym przeważali w niej mieszczanie klas IV i ni, tj.: krawcy, szewcy, rzeźnicy, piekarze oraz rybacy i piwowarzy, którzy niejednokrotnie uprawiali swe rzemiosło nie we własnych domach, ale mieszkając u kogoś na komornym. Te podziały społeczne znajdowały swe odbicie w sytuacjach, kiedy np. ktoś chciał nabyć prawo miejskie. Wówczas jeśli pochodził z niższych warstw społecznych, tzn. z mieszczańskich klas IV lub ni, to płacił tylko l lub 2 talary, natomiast jeśli był z klasy I — wówczas płacił aż 4 talary. Do klasy I zaliczano aptekarzy i większych kupców. Nawet złotnicy, zegarmistrze i malarze zaliczani byli do klasy II.
Początkowo Piłę włączono wraz z resztą okręgu nadnoteckiego do prowincji pod nazwą „Nowa Marchia". Wkrótce jednak, z uwagi na rozległość terytorium, utworzono w Bydgoszczy tzw. stolicę kamery, którą podporządkowano władzom w Kwidzyniu. Była to prowincja Prusy Zachodnie. W Bydgoszczy powstał też sąd apelacyjny. Głównym urzędnikiem pruskim w Pile był początkowo — od roku 1773 — referendarz Liebenthal, przysłany z Kostrzynia. W roku 1776 zastąpił go urzędnik sądowy Grunenthal. Podlegała mu nie tylko Piła, ale także Łubianka, Wałcz, Ujście, Żnin i Podstolice. Naczelny nadzór nad Piłą i okolicą znajdował się jednak w rękach wspomnianego już Schrötera, który pozostał na tym stanowisku aż do roku 1803. Podlegały mu także: Wałcz, Zlotów, Żnin i Mroczą. Schröter mieszkał przeważnie w Gonnem koło Piły. Jego następcą był radca podatkowy Schülke, który urzędował przez kilka lat i zmarł w roku 1813.
Do obowiązków tych urzędników należały: wizytowanie miast, opracowywanie i przesyłanie raportów o stanie gospodarczym i finansowym podległego regionu oraz nadzór nad czynnościami magistratów i dokładne rozliczenia finansowe. Mieli oni też za zadanie dbać o rozwój przemysłu, zakładanie nowych fabryk i manufaktur, zwłaszcza tych, których wyroby szły na potrzeby wojska. Zatrudniali sobie do pomocy kilku urzędników znających się na rachunkowości. W Pile istniała specjalnie wynajęta izba, z dużym zapasem drewna na zimę, w której ci rachmistrze — zwani kalkulatorami — urzędowali.
Z owych pruskich urzędników jedynie Schröter zasługiwał na miano sumiennego i uczciwego człowieka, natomiast wszyscy pozostali dbali głównie o własne korzyści materialne, tak że wyższe władze musiały ich często usuwać i sprowadzać innych. Na miejscu bowiem Niemców nie było wielu.
W roku 1775, na polecenie króla Fryderyka n, przeniesiono do Piły sąd ziemski z Łobżenicy. Mimo braku odpowiednich warunków lokalowych, zadecydował o tym fakt, że Piła leżała przy głównym trakcie pocztowym z Berlina do Królewca. Król osobiście postanowił, że sąd pilski obejmie swym zasięgiem Wieleń, Nowy Dwór, Wałcz, Mirosławiec, Kamień, Krajenkę, Margonin i Chodzież, a także Czarnków. Instancją apelacyjną był sąd w Bydgoszczy. W pierwszym okresie sąd w Pile mieścił się w prywatnym domku, krytym strzechą, co stwarzało wielkie niebezpieczeństwo pożaru. Akta sądowe łatwo mogły paść pastwą płomieni. Przy sądzie powstało, także w prywatnym budynku, małe więzienie. Potem, po roku 1801, przeniesiono je do budynku dawnej straży wojskowej, bowiem stacjonujący dotąd w Pile oddział przeszedł do innej miejscowości. Księgi hipoteczne założono w Pile dopiero w roku 1818. Miasto jako siedziba sądu na cały okręg zyskało poważnie na znaczeniu, ale właściwy budynek sądowy wzniesiono w nim dopiero w roku 1825.
Istniała także w Pile jeszcze za czasów polskich apteka, którą prowadził August Urban. Oficjalnie jednak dopiero w roku 1779 otrzymał on prawo do prowadzenia placówki tego typu. Był to chyba najbogatszy człowiek w Pile, gdyż posiadał kilka domów i placów. Jego straty w czasie pożaru w roku 1781 oszacowano na 8150 talarów. Urban nie tylko wyrabiał lekarstwa, ale też trudnił się handlem winem.
Zmiana rządów odbiła się niekorzystnie zwłaszcza na rzemiośle. Jeszcze przez długie dziesiątki lat poszczególni rzemieślnicy pilscy nie chcieli podporządkować się zarządzeniom władz pruskich i toczyli niekiedy długie procesy w Pile i w Bydgoszczy. Do sporów dochodziło zwłaszcza na tle uprawnień, jakie poszczególne osoby miały za polskich czasów, a których zostały pozbawione edyktami króla pruskiego. Dotyczyło to zwłaszcza pilskich browarników, sukienników i garncarzy. Wszystkie te przywileje zostały zniesione za jednym zamachem przez reskrypt królewski z dnia 24 stycznia 1774 roku.
Dotychczas np. cech browarników zrzeszał 24 członków i wszyscy musieli być katolikami. Aby być przyjętym do cechu, nie tylko trzeba było wykazać się dobrym pochodzeniem, ale także wpłacić 100 złp i wydać w ciągu najpóźniej roku i 6 tygodni ucztę dla wszystkich braci cechowych. Gdy zdarzyło się, że pewien niemiecki kolonista z Gdańska, Klemens chciał osiedlić się w Pile i wstąpić do cechu, odpowiedziano mu, iż byłoby to sprzeczne ze statutem, jako że nie jest on katolikiem. Sprawa oparła się o sądy pruskie, które skazały cech piwowarów na wysoką karę 10 talarów i poleciły wpisać niekatolika Niemca na listę członków.
Również garncarze mieli powody do niezadowolenia, ponieważ dotychczas posiadali monopol na zaopatrywanie pilan w wyroby z gliny. Obecnie władze pruskie zezwoliły na przywóz wyrobów garncarskich z Białej i Radolina. Pilscy garncarze wnieśli więc skargę do sądu, ale została ona oddalona, a sąd ponadto obciążył ich kwotą 10 talarów tytułem kosztów procesowych.
Jedynie sukiennicy zyskali początkowo wskutek zniesienia obowiązku płacenia 100 talarów rocznie na rzecz starosty, ale i oni narzekali, ponieważ wkrótce władze pruskie obłożyły ich jeszcze wyższymi podatkami.
W tym czasie poczęło się rozwijać garbarstwo. Było to jednak nie tyle skutkiem starań władz pruskich, ile efektem prywatnej inicjatywy. W roku 1786 przybył bowiem do Piły z Gdańska Anglik John Walliz, pochodzący z Worchester koło Londynu, aby zbudować tutaj garbarnię (przy Starym Rynku). Najął kilku miejscowych fachowców — m.in. Leopolda Schwagera, garbarza Winklera i terminatora garbarskiego Johna Wiliama Walliza — i przystąpił do dzieła. W miarę, jak wzrastała produkcja, rosła też zamożność firmy. Zainstalowano specjalne młyny i nadal rozbudowywano zakład, w czym partycypowało również w formie pożyczki (ok. 600 talarów) miasto. Dobra jakość wyrobów przysparzała odbiorców nawet w dalekiej Warszawie czy Budapeszcie. W końcu jednak doszło do sporów pomiędzy wspólnikami. Walliz wycował się z interesu, przenosząc się do Poczdamu. Rosło zadłużenie firmy. Jeden z udziałowców opuścił potajemnie Piłę. Schwager prowadził zakład dalej, jednak zwolna tracił on na znaczeniu, a wyroby na jakości.
Pewną rolę odgrywali w mieście także rzeźnicy, których było 6 — 3 chrześcijańskich i 3 żydowskich. Jednak i dla nich skończyły się dobre czasy, gdyż władze pruskie wzmogły ucisk finansowy, podnosząc opłaty wagowe i ustalając rygorystycznie ceny mięsa.
Pewne ożywienie w rękodzielnictwie pilskim chciał wprowadzić berliński kupiec Beniamin Veitel. Za zgodą władz uruchomił on tu specjalną szkołę koronkarską dla dziewcząt żydowskich. Zgłosiło się ich z okolicznych miasteczek — Czarnkowa i Wielenia — oraz z Piły 206.
Mimo tych prób ożywienia życia gospodarczego, Piła w początkach okresu zaboru nadal była miastem biednym. Nędza dawała się odczuć szczególnie podróżnym. Nawet historycy niemieccy, którzy starają się raczej ukryć wszelkie mankamenty pruskich rządów, przyznają, że miasto nic prawie nie zyskało, skoro z lat tych nie przetrwał do naszych czasów ani jeden budynek. Wznoszono wówczas co najwyżej liche domy z muru pruskiego i kiepskie budynki publiczne. Nędza i bieda tym bardziej dawały się odczuć na każdym kroku, że skromne dochody miejskie zabierane były przez pruskie urzędy finansowe, a miasto nie miało żadnej samodzielności, co było wielce krzywdzące dla mieszkańców pamiętających polskie czasy, kiedy to samorząd miejski miał wiele do powiedzenia, a sami pilanie mogli budować za swe pieniądze.
W pierwszych latach pruskich rządów nie było w mieście żadnej przyzwoitej restauracji czy zajazdu. Nawet znajdująca się na Przedmieściu Bydgoskim karczma „Pod Czarnym Orłem" znajdowała się w stanie zupełnego upadku, a kiedyś posiadała przecież ogrzewane i nocą oświetlone pokoje. Jedynym miejscem, gdzie podróżny mógł obecnie spocząć i coś zjeść był dom kupca Numana przy Starym Rynku. Toteż nawet królowa Luiza, gdy uciekała z Berlina do Królewca przed armią Napoleona i zatrzymała się w Pile, nocowała prywatnie od 30 października do 2 listopada 1806 roku w domu radcy prawnego Nehringa. Notabene istniała wówczas w mieście biblioteka, z której królowa wypożyczała książki.
Również i drogi znalazły się w stanie kompletnej dewastacji. Nawet sam król Fryderyk II podczas swego pobytu w mieście, gdy przejeżdżał ul. Mostową, ugrzązł z wozem i nie mógł ruszyć z miejsca. Wściekły kazał przyprowadzić do siebie burmistrza, aby zgodnie ze swym zwyczajem obić go laską po grzbiecie. Burmistrz jednak zdołał się ukryć w olbrzymim stosie drewna i w ten sposób uniknął kary. Stary Fryc jednak omijał odtąd Piłę i wolał podróżować dłuższymi, ale pewniejszymi drogami. Na marginesie warto dodać, że nazwa ul. Mlecznej wzięła się stąd, że w owym czasie najwięcej i do tego najlepsze krowy miał miejscowy proboszcz, którego plebania znajdowała się w pobliżu. Mieszczanie kupowali u niego mleko i nosili je tą właśnie ulicą.
Życie pod zaborem pruskim było bez porównania trudniejsze niż w latach niepodległości. Dlatego też, chociaż część polskiej szlachty przyjęła poddaństwo pruskie — o czym świadczyły specjalne hołdy wasalne, w których niemieccy historycy widzą dowód szybkiego pogodzenia się Polaków z pruską rzeczywistością prawno-państwową — zdecydowana większość społeczeństwa polskiego nie pogodziła się z niewolą i przynależnością do państwa pruskiego. Znaczna część szlachty polskiej sprzedawała swe majątki i przenosiła się do tych części Wielkopolski, które pozostawały jeszcze niepodległe. Emigracja musiała być masowa, skoro władze pruskie — w obawie przed wyludnieniem prowincji — zaczęły reklamować okręg nadnotecki jako przyszły raj dla rodzin niemieckich z przeludnionych prowincji Rzeszy. Zakazano też Niemcom wszelkich "wyjazdów do Ameryki i tych, którzy pragnęli emigrować, kierowano na teren nadnotecki. Często ci niemieccy emigranci, dla podkreślenia swych niezrealizowanych zamiarów, nadawali zakładanym dla nich przez króla pruskiego wsiom nazwy amerykańskie, jak: Pensylwanien, Maryland, Jamaika, Saratoga, Yorktown itp. Zamiast zaoceanicznych farm otrzymywali oni przydziały ziemi w świeżo zdobytym przez Prusy biednym okręgu, gdzie musieli zaczynać nowe życie. Fryderyk n nie szczędził zaś pieniędzy na cele osadnicze i co roku przeznaczał na zagospodarowanie i kolonizację tego polskiego terytorium ok. 100 tyś. talarów, co było na owe czasy olbrzymią fortuną. Całe majątki i wsie przechodziły w ręce urzędników pruskich, gdyż Fryderyk II przejął przede wszystkim obszerne dobra królewskie, tzw, królewszczyzny, do których należało także obszerne starostwo ujsko-pilskie. Obecnie jego tereny przekazane zostały pruskiej administracji królewskiej, a częściowo zasłużonym dla państwa pruskiego Niemcom.
Majątki sprzedawane przez opuszczającą te ziemie szlachtę polską kupowali różni Niemcy, którzy w razie potrzeby otrzymywali na ten cel wysokie pożyczki państwowe. W ten sposób w ciągu 20 lat pomiędzy łan rozbiorem polskość na tych ziemiach, a zwłaszcza w okolicach Wałcza i Piły, znacznie osłabła.
Król pruski zakładał wsie i kolonie niemieckie, które zasiedlał Niemcami z różnych części Rzeszy, bądź też w razie ich braku Holendrami. Niemieccy historycy obliczają, że Fryderyk II założył na tym terenie ok. 40 kolonii. Według urzędowych pruskich wykazów, kolonistów było 1045, co razem z rodzinami daje liczbę ok. 5 tyś. osób osiedlonych tu w okresie 16 lat rządów tego króla — od czasu I rozbioru do jego śmierci. Było to na owe czasy liczbą znaczną, ale znów nie tak wielką, jeśli przyjmiemy, że w tym czasie cały okręg zamieszkiwało ok. 400 tyś. ludzi, i to głównie Polaków z dziada pradziada. Ponieważ jednak liczba Polaków z dnia na dzień malała a Niemców rosła należy to zjawisko uznać za bardzo szkodliwe dla polskości omawianych ziem. Jednakże na podstawie list wasalnych szlachty polskiej, opublikowanych przez Maksa Bara, można łatwo wykazać, że ta rzekoma odwiecznie niemiecka ziemia była w minimalnym stopniu zasiedlona przez szlachtę niemiecką, skoro na 413 nazwisk rodzin szlacheckich wyszczególnionych w owych spisach jedynie 25 jest niepolskich, w tym jedno wyraźnie francuskie, a jedno węgierskie, a zatem typowo niemieckich jest zaledwie 23, co stanowi 6,2%. Poza tym przecież hołd wasalny królowi pruskiemu złożyła tylko część polskiej szlachty.
Nie inaczej było w miastach. O tym, że wśród mieszkańców Piły dominowali Polacy, świadczy nie tylko nazwisko burmistrza Wawrzyńca Staszica. Warto przytoczyć chociażby nazwiska członków sądu wójtowskiego: Józefa Lutomskiego, Jana Ulatowskie-go, Wojciecha Łakińskiego, Nepomucena Powalskie-go, Jerzego Zawadzkiego, Jana Kierskiego, Aleksandra Dąbrowskiego. A zatem Piła była miastem polskim, z polską ludnością, ludność niemiecka i żydowska stanowiła zaś tylko niewielki odsetek. Dopiero po I rozbiorze Niemców zaczęło przybywać. Ten długi, bo przeszło trzy dziesięciolecia trwający okres intensywnego germanizowania okręgu nadnoteckiego i miasta Piły został nieoczekiwanie przerwany przez cesarza Francuzów Napoleona.
Zaledwie w 10 lat po całkowitym wykreśleniu Polski z mapy Europy, Polakom żyjącym pod obcą władzą zaświtała nadzieja odzyskania niepodległości. Klęski poniesione w bitwach pod Jena i Auerstadt doprowadziły państwo pruskie na skraj przepaści. Pruska para królewska w popłochu uciekła z Berlina. Jej droga wiodła przez Szczecin, Mirosławiec, Wałcz i Piłę, a dalej przez Bydgoszcz na nie zajęte jeszcze przez armię napoleońską skrawki państwa pruskiego.
W kilka dni po wyjeździe z Piły pruskiej królowej wkroczyły do miasta oddziały francuskie z korpusu gen. Lannesa, maszerujące traktem od Człopy w kierunku Bydgoszczy. Jak wiadomo, w tym samym czasie inna armia francuska zajęła Poznań. Tam też przybył gen. Henryk Dąbrowski, sławny twórca polskich Legionów we Włoszech. Dąbrowski wraz z Józefem Wybickim był uprzednio zaproszony przez Napoleona do Berlina, gdzie zostały omówione najważniejsze sprawy związane z wkroczeniem wojsk francuskich na ziemie polskie.
Wówczas też w Poznaniu z polecenia Napoleona ogłoszono proklamację wzywającą Polaków do powstania przeciw pruskiemu zaborcy. Zaczęto tworzyć narodowe wojsko polskie, które bezpośrednio nawiązywało do tradycji insurekcji kościuszkowskiej. W ciągu zimy 1806/1807 roku zdołano zorganizować 2 regularne dywizje oraz liczne oddziały pospolitego ruszenia. Na wiosnę 1807 roku wzięły one udział w walkach na terenach okręgu nadnoteckiego i Pomorza. Głównym miejscem ich koncentracji stała się Bydgoszcz, skąd wyruszyły wraz z oddziałami francuskimi pod Gdańsk, aby wyzwolić tę najważniejszą wówczas fortecę pozostającą w rękach pruskich.
Gen. Dąbrowski odkomenderował w tym czasie jeden szwadron kawalerii w kierunku Pomorza Zachodniego. Na jego czele stanął doświadczony płk Franciszek Garczyński. Oddział zajął Nakło, a potem Piłę. Następnie wyruszył w kierunku Szczecinka, z zadaniem obserwowania wojsk pruskich idących z odsieczą Kołobrzegowi. W Szczecinku stoczył zwycięską potyczkę z Prusakami.
Tymczasem główna armia francuska maszerowała ze Szczecina na Gdańsk. Oto co w dniu 26 stycznia noteckiego. Południowa część byłego powiatu wałeckiego wraz z Piłą znalazła się w granicach Księstwa. Granica państwowa biegła tuż za miastem, we wsi Koszyce, co rzecz jasna nie mogło dodatnio wpływać na jego rozwój. Granicę tę ustalono dopiero w roku 1808, prowadząc ją wzdłuż biegu Gwdy od Dobrzycy do wsi Koszyce (dziś przedmieście Piły). Dalej biegła zygzakiem do wsi Szydłowo i następnie między Kotuniem a Stobnem. Łomnica pozostała przy Prusach. Następnie granica podchodziła pod wieś Różewo i dalej wytyczona była między Trzcianką a Straduniem do Marianowa nad Notecią i dalej wzdłuż Noteci. Chociaż zaledwie skrawki dawnego powiatu wałeckiego weszły w skład Księstwa, to jednak administracja polska w Księstwie nazywała ten pas ziemi nadal powiatem wałeckim.
Sytuacja gospodarcza Piły była w tym czasie niezwykle trudna. Świadczył o tym chociażby fakt, że kiedy nadszedł termin wyboru króla miejscowego Bractwa Kurkowego, istniejącego już od dawna, postanowiono zrezygnować, z powodu braku środków, z tradycyjnych zawodów. Zachował się w tej sprawie ciekawy protokół z dnia 25 sierpnia 1809 roku:
Na dzisiejszym zebraniu Sławetnego Bractwa Kurkowego postanowiono, że przy dzisiejszym trudnym stanie wojennym nie odbędą się zawody strzeleckie, jak to zwykle corocznie bywało, a to z powodu, że bardzo wiele broni musiano dostarczyć na cele wojenne, także i z braku prochu. Z tych to względów wyboru króla i królowej Bractwa postanowiono dokonać w drodze losowania.
Przygotowano więc w tym celu tyle losów, ilu było w owym roku członków Bractwa Kurkowego i postanowiono, że kto wyciągnie nr l będzie królem, a kto wyciągnie nr 2 — królową Bractwa Kurkowego.
Ten krótki dokument wskazuje zatem, jak wielkie było obciążenie miasta na cele wojenne. Podobna była zresztą sytuacja wszystkich departamentów Księstwa Warszawskiego, które musiały łożyć na utrzymanie niewspółmiernie rozbudowanej do granic możliwości tak małego państwa armii polskiej, a ponadto pokrywać wydatki związane z utrzymaniem stacjonujących na ziemiach polskich wojsk francuskich.
Dodajmy, że wcześniej zawody strzeleckie Bractwa Kurkowego odbywały się co roku w Zielone Świątki na terenie podarowanym Bractwu przez władze miejskie przy drodze wiodącej do Ujścia. Teren ten dopiero w roku 1896 zamieniono na park miejski i odtąd tylko ul. Bractwa Kurkowego przypominała o istnieniu niegdyś w Pile tego towarzystwa.
Piła była w dobie Księstwa Warszawskiego nadal ważnym węzłem komunikacyjnym i pocztowym. Funkcję pocztmistrza pełnił wówczas niejaki Ludwik Rau, posiadający obszerny dom przy rynku, a także będący właścicielem zakładów garbarskich w mieście. Oczywiście, w tym czasie straciła na znaczeniu droga wiodąca z Berlina do Królewca, ale ważną rolę odgrywały trasy wojskowe łączące główne miejsca stacjonowania armii napoleońskiej. Przez Piłę przechodziły m.in. ważne trakty wojskowe z Gorzowa przez Człopę, do Choszczna, do Wałcza, do Człuchowa i przez Chojnice do Tczewa. Drogi te nabrały szczególnego znaczenia w roku 1812, gdy Napoleon wyruszył na wyprawę moskiewską.
W czasach Księstwa Warszawskiego zaistniały warunki sprzyjające rozwojowi rzemiosła. Również w Pile, mimo braku surowców, poszczególne cechy, zwłaszcza produkujące na potrzeby armii, weszły w stadium rozkwitu. Dotyczyło to głównie cechów szewców i krawców. Z zachowanego protokołu z roku 1805 wynika, że w okresie tym na czele cechu piekarzy stał Franciszek Kwastowski. Doskonała glina występująca w okolicy Piły sprzyjała rozbudowie cegielni i rozwojowi garncarstwa (o istnieniu cegielni w pobliżu miasta wspomniano już przed rokiem 1778). Duża podaż cegły dynamizowała z kolei budownictwo. W czasach pruskich, kiedy władze pragnęły wszystko ująć w sztywne ramy, dochodziło niejednokrotnie do sporów, jak np. rzeźników — nie chcących płacić za korzystanie z wagi miejskiej przy ważeniu żywca — z Radą Miejską i burmistrzem. Odwołać się musiano aż do króla pruskiego, który rzecz jasna stanął po stronie władz miejskich.
W czasach Księstwa Warszawskiego ożywiły się cechy, a wolność konkurencji oddziaływała dynamizujące na stosunki gospodarcze w mieście. Nadal odczuwane były jednak poważne braki w pewnych rzemiosłach, którym już uprzednio starał się zaradzić król pruski, sprowadzając fachowców z odległych miast, m.in. z Halle. Ci ostatni przypłynęli łodziami Łabą, Odrą a potem Wartą, Notecią i Gwdą. W sumie było ich 12 rodzin. Każdy z tych osadników otrzymywał po 2 grosze diety za milę drogi, a dzieci po groszu. Sprowadzono wówczas m.in. po raz pierwszy do Piły kominiarza, który skarżył się, że nie ma co tu robić, bo maleńkie kominy w okolicznych wsiach czyścili sami właściciele domków. Po tej skardze przyznano mu monopol na czyszczenie kominów nie tylko w Pile i okolicy, ale także i w pobliskich miasteczkach, takich jak Ujście, Margonin, Rogoźno i Szamocin. Z czasem kominiarz ten doszedł do znacznej zamożności i wybudował sobie dom na przedmieściu Piły.
Fakt, że Piła był miastem nadgranicznym, a ponadto położonym w okolicy na wskroś rolniczej, spowodował, że władze pruskie wybudowały w niej duży spichlerz zbożowy, aby w latach urodzajów gromadzić w nim zboże skupywane także w dalszych regionach. Również w czasach Księstwa Warszawskiego to nadgraniczne położenie nie straciło na znaczeniu i Piła była nadal ważnym miejscem handlu zbożem z najbliższej okolicy. W niej także magazynowano lepsze jakościowo rodzaje zbóż na zasiewy.
Nadgraniczność miasta w czasie Królestwa Warszawskiego powodowała rozwój w nim — obok handlu legalnego — także przemytu, z którego żyło i dorabiało się wielu mieszkańców.
Pod względem religijnym Piła była przez wieki miastem katolickim; luteranie pojawili się w niej w większej liczbie po I rozbiorze, w okresie kolonizacji niemieckiej Fryderyka II. Król ten otaczał ich specjalną opieką.
Dopiero w roku 1787 pojawił się w mieście pierwszy stały pastor — Jan Ernest Schlieben. Fryderyk II podarował ówczesnej gminie ewangelickiej żelazne dzwony oraz przydzielił odpowiedni kapitał na budowę świątyni. Pieniądze te przekazane zostały do Kwidzynia i dysponowała nimi kamera bydgoska. Budowa szła jednak powoli, prawdopodobnie z powodu braku dostatecznej liczby wiernych. Katoliccy rzemieślnicy natomiast niechętnie zatrudniali się przy niej, z obawy przed presją katolickiego otoczenia.
Dopiero po klęsce Napoleona i po ponownym zajęciu Piły przez Prusaków zabrano się energiczniej do budowy kościoła protestanckiego. Początkowo do parani luterańskiej w Pile należeli także wyznawcy z sąsiednich miejscowości, jak: Ujście, Łubianka, Witankowo, Motylewo, Stobno a nawet Dziembowo. Było to konieczne, gdyż w samym mieście nie było tylu luteran, aby mogli sami utrzymać pastora i świadczyć na utrzymanie świątyni.
Luteranie postarali się także o własnego nauczyciela. Został nim wspomniany już J. Schlieben. Po nim funkcję tę pełnił Krzysztof Zacha, który opracował nawet memoriał na temat kształcenia dzieci.
Szkoła katolicka istniała natomiast w Pile już od dawna. Zachował się specjalny przywilej z czasów króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego, z dnia 12 listopada 1670 roku, regulujący prawa i obowiązki miejscowego katolickiego nauczyciela. Szkoła mieściła się w budynku starego szpitala, wzniesionym z pruskiego muru, przy ul. Kościelnej. Mieszkał tam też organista, który również był zatrudniony jako nauczyciel. W roku 1795 nauczał w szkole pilskiej niejaki Tyczka, a po nim Antoni Perzyński. Obaj uczęszczali przedtem do kolegium jezuickiego w Wałczu. Szkoła w Pile była niewielka; zarówno podczas zaboru, jak i w okresie Księstwa Warszawskiego uczyło się w niej ok. 40 dzieci.
Proboszczem pilskim od roku 1797 był ks. Ignacy Bocheński, który zasłynął jako uczony historyk — archeolog (jako pierwszy rozkopywał znajdujące się w pobliżu Piły grodziska), pedagog, a także dobry organizator. Pełnił on równocześnie funkcję proboszcza w Białej, gdzie mieszkał na stałe. Zasłynął jako opiekun ludności wiejskiej, dla której zorganizował szkołę stojącą na dość wysokim poziomie. W nauczaniu pomagał mu wikariusz ks. Łukomski, za co otrzymał na własność 3 łany plebańskiej ziemi w Białej.
Wskutek stałego rezydowania w Białej, Bocheński rzecz jasna zaniedbywał parafię w Pile, do której ,,unikając subiekcji i ekspensy w największe tylko uroczystości dojeżdżał". W administrowaniu parafią pilską zastępowali go komendarz Thilmann i wikariusz Tobiasz, z czego mieszczanie byli bardzo niezadowoleni. Ks. Dalski, który był oficjałem, złożył w tej sprawie specjalny raport, w którym czytamy:
...lud parafii pilskiej ku swemu proboszczowi JKX Bocheńskiemu nie oddycha tym przywiązaniem i przychylnością, jaką się między dobrym pasterzem i dobrą trzodą tu i ówdzie dostrzec daje.
Pilanie sami ze swej strony wystosowali skargę do biskupa, podpisaną przez 126 osób. Zarzucali w niej Bocheńskiemu lekceważenie obowiązków duszpasterskich. Jednak nim skarga dotarła do biskupa, Bocheński przeniósł się do Bydgoszczy, gdzie objął ważną funkcję w Izbie Administracyjnej departamentu. Jego dobra plebańskie i dochody w Pile oraz w Białej zostały wydzierżawione Aleksandrowi Piprowi, a czynsz dzierżawczy przeznaczono na utrzymanie wikariuszy i służby kościelnej w Pile. Także i budynek plebana został przejęty przez władze cywilne. Urządzono w nim sąd pokoju i zamieszkał sędzia Tramczyński. W czasie przemarszów wojsk francuskich budynki plebana zostały mocno zdewastowane, a część z nich rozebrana. Rok 1806 tak zubożył mieszczan pilskich, że nie byli już w stanie płacić mesznego na rzecz swego proboszcza.
Brak jednak tak oddanej szkolnictwu osoby, jaką był ks. Bocheński, spowodował upadek szkoły w Pile:
Szkoła świeciła pustkami, a służba kościelna była nie opłacona, gdyż ani Thilmann, ani Tobiasz nie otrzymywali żadnego wynagrodzenia.
Sprawami tymi zajął się osobiście oficjał Dalski, który o swych kłopotach donosił regularnie Bocheńskiemu. Nie mogąc się jednak doczekać załatwienia sygnalizowanych problemów, ani nawet odpowiedzi od Bocheńskiego, zrezygnował z funkcji. Ostatni jego list w sprawie szkoły i kościoła w Pile nosił datę 12 maja 1808 roku.
W roku 1811 ks. Bocheński, na skutek pogarszającego się stanu zdrowia i stopniowego ślepnięcia, powrócił do Białej. Zmarł tam w roku 1812, po pożarze plebanii. Jego mienie ruchome zostało sprzedane na publicznej licytacji w Pile, we wrześniu 1812 roku.
Najdłużej działał jako nauczyciel w Pile niejaki Rzepnicki, pochodzący z Białej, który uczył przez prawie 20 lat.

Copyright 2004 BIT Systemy Informatyczne